Zostałam zdradzona .

ZOSTAŁAM ZDRADZONA.

Zostałam zdradzona.

Nie ja pierwsza i nie ja ostatnia , ale wcale mnie to nie pociesza 😦 .

Ja wiem , że takich kobiet na świecie są miliony , ale nawet ta świadomość nie powoduje aby mojej duszy zrobiło się lżej 😦 .

Ta okrutna prawda choć czaiła się już od dawna , dopiero tak na poważnie  zajrzała mi w oczy w piątek popołudniową porą .

 Chociaż nie , pewne lekko wyczuwalne jej oznaki miałam już ponad rok temu , ale widać byłam ślepa jak kret w pogodny dzień 😦  .

Znowu małe kłamstewko.

Tak naprawdę to wszystko  zaczęło się 5 lat temu kiedy pewnej , pięknej , słonecznej ,  kwietniowej niedzieli , dowiedziałam się o śmiertelnej chorobie mojej Mamy. Tego dnia mój świat zawalił się po raz pierwszy , a pół roku później runął z hukiem kiedy Mama odeszła  .

Przez pół roku choroby Mamy , w moim życiu doszło do wielu nieodwracalnych zmian , w tym nie ukrywajmy ja sama bardzo się zmieniłam i to zarówno psychicznie jak i fizycznie. Pierwszy aspekt to to , że bardzo zamknęłam się w sobie tłumiąc emocje które mną targały od rana do wieczora , po to aby jeszcze bardziej nie dołować domowników tym jak bardzo przeżywam chorobę Mamy.

Drugi aspekt to bardzo straciłam na wadze.

Z tej drugiej przemiany najbardziej zadowolony był mój mąż , który bez mała piał z zachwytu jak super wyglądam. Jednak jego opinia była odosobniona , gdyż każdy kto mnie widział z rodziny , pracy czy znajomi  uważali , że wyglądałam jak „śmierć na chorągwi” .

To oczywiście były skutki długofalowego stresu który u mnie zawsze objawia się jadłowstrętem . Tak więc „bezproblemowo” straciłam prawie 10 kilo i zaczęłam w wieku 41 lat wyglądać jak wychudzona dziewczynka. „Urody fizycznej” nie dodawała mi też żałoba  , bo jak każda z nas doskonale wie czarny wyszczupla , a u mnie już naprawdę nie było co wyszczuplić.

Tak więc  okres  żałoby wymusił na mnie zakup ubrań stosownych do okoliczności i rozmiaru jaki wtedy miałam.  Kilka miesięcy po śmierci Mamy zaczęłam wracać „do żywych” co zaczęło się objawiać tym , że powoli  z mozołem wracały na miejsce wcześniejsze utracone kilogramy i choć trochę zaczynałam przypominać kobietę. Do kobiety jaką byłam brakowało jednak nadal  jak stąd na księżyc  , ale przynajmniej bez wstrętu mogłam spojrzeć w lustro nie widząc w nim kościotrupa.  Niestety ta zmiana nie bardzo podobała się Ślubnemu , bo on z racji jakiegoś defektu estetycznego  woli chudziny od normalnych kobitek , jednak musiał przełknąć tą gorzką kilogramową  pigułkę 😉 . 

I tak sobie płynęły dni , miesiące i lata.

Wróciłam do siebie , a nawet zaczęło mnie być ciut więcej.

Nie przykładałam do tego większej wagi , gdyż moje odbicie w lustrze nie krzyczało : „olaboga , kobieto zrób coś ze sobą , bo zaraz wylądujesz w rzeźni na haku ” .

I to uśpiło moją czujność.

Parę razy mój Ślubny rzucał jakieś uszczypliwe uwagi , że zajmuje coraz więcej miejsca na powierzchni sypialnej , ale i to puszczałam mimo uszu.  W zeszłym roku ,  2 stycznia 2015 , dla jaj po sylwestrze weszłam na wagę i wyświetlany wskaźnik nie bardzo mi się spodobał. Wzięłam to za „alkoholowe posylwestrowe omamy” , mimo że przez całą noc wypiłam zaledwie 2 lampki wina +  kieliszek bąbelków.

Zdziwiło mnie tylko to , że kiedy ubierałam się w koronkową czarną sukienkę którą nabyłam na pierwszego sylwestra po śmierci Mamy – celowy zabieg męża , aby wyrwać mnie z żałobnej matni w którą wpadłam  – musiałam się trochę nagimnastykować aby ją na siebie wcisnąć .

Kilka lat wcześniej kiedy ubierałam ją po raz pierwszy tych problemów nie było. Sylwestra wtedy co prawda spędzaliśmy razem z przyjaciółmi w pozycji fotelowej , bo moja przyjaciółka też była w żałobie po śmierci ojca) .

Dziękowałam więc Bogu , że wtedy przezornie kupiłam taką sukienkę , że koronka z której wykonana była „mała czarna” zawierała lycrę przez co się rozciągnęła i dała wcisnąć na grzbiet.    

Postanowiłam sobie , że dla siebie i Ślubnego zrzucę odrobinkę zbędnego balastu. Wszystko szło świetnie do kwietnia zeszłego roku kiedy to zafundowałam sobie problemy z układem pokarmowym i  wtedy moje trzy i półmiesięczne starania o linię osy szlag trafił .

Niestety moje leczenie łączyło się z inną dietą i moje kochane kilogramy wróciły do mnie jak bumerang .

 W zeszłym roku z powodu pewnych perturbacji u Ślubnego w pracy nie wyjechaliśmy na zwyczajowy urlop w lipcu i to też przyczyniło się , że oznaki zdrady mi umknęły.

 Żyłam sobie z dnia na dzień w błogiej nieświadomości  nie wyczuwając nadciągającego kataklizmu . Kolejna czerwona lampka zapaliła mi się na wysokości  wczesnej jesieni kiedy to pojechaliśmy na opóźniony urlop i po powrocie oglądałam zdjęcia z naszych wojaży.  Kilka zdjęć i to co na nich zobaczyłam wybitnie nie przypadło mi do gustu , ale starym zwyczajem zamiotłam sprawę pod dywan udając , że nic się nie dzieje .

Przełom stycznia i lutego tego roku to już był moment kiedy trzęsienie ziemi pukało do mych drzwi , ale ja jeszcze w zimowym amoku  nadal nie wyczuwałam powagi  sytuacji.

I dochodzimy do sedna.

Pewnego lekko wiosennego dnia w przypływie dobrego humoru ,  poszłam do sklepu i zakupiłam sobie dwie pary super jeansów. Aby oszukać siebie i innych kupiłam je o rozmiar mniejsze. W sklepie na wdechu wszystko było super , jednak w codziennym użytku ten jeden rozmiar mniej stał się kulą u nogi , a raczej obręczą na brzuchu 😦 .

Jednak apogeum wydarzeń nastąpiło , kiedy kilka dni temu zrobiło mi się już super , hiper ciasno. Po powrocie do domu  , przeżywając jeansowe katusze weszłam na wagę i włosy z przerażenia stanęły mi dęba. Takiej wagi nigdy nie miałam nawet podczas ciąży!!!

Strumień łez popłynął po mej twarzy a po głowie pałętała się myśl ” jak to się stało ???”  

Kiedy wyszłam z łazienki ze szklistymi oczami Ślubny zapytał : „o co chodzi”. Grzecznie jak na spowiedzi przyznałam się do tego co zobaczyłam.

Ślubny popatrzył tylko na mnie, kiwnął głową  i rzekł : „ przecież mówiłem , że cię trochę przybyło” .

Po chwili czarnej rozpaczy w kratkę , usiadłam do laptopa , wpisałam:  dieta 1200 kalorii , ściągnęłam  ją , wydrukowałam , wyciągnęłam z szafki wagę i wszystko co przechodzi przez moje usta jest dokładnie zważone i policzone pod względem kaloryczności.

Za punkt honoru , a jednocześnie punkt czasowego odniesienia aby pożegnać zbędne kilogramy wzięłam sobie ślub kuzyna za trzy tygodnie .

Mam nadzieję , że coś z tego wyjdzie bo jak nie to powieszę się na suchej gałęzi ;), a na wyjściową kreacje obiorę worek po kartoflach .

Od soboty wdrożyłam też :

plan karmienia ( kurczę gorzej niż z niemowlakiem , bo dokarmiam się co 3 godziny z zegarkiem w ręku 😉 ) 

picie , picie , picie – oczywiście wody żeby utopić tłuszczyk  aby odpłynął w sina dal

ruch , ruch i jeszcze raz ruch

oraz  pozytywne myślenie że będzie ok.

Na razie rozglądam się za jakimś strojem na wesele  , ale patrzę już na to pod kątem  ewentualnego zmniejszenia kiecuszki  😀 .

I tak oto poznaliście historię zdrady …. mojego organizmu .

Zamiast palnąć mnie w łeb i powiedzieć jasno o co kaman , to on lawirował , chomikował , magazynował , ukrywał aż wyszło szydło z worka. Teraz trzeba szybciutko pozbyć się uroczej nadwagi  – choć wg tabel mieszczę się w normie – aby Ślubny nie zaczął się rozglądać za jakimś chodzącym wieszakiem 😉 .

I mała prośba.  

Gdyby się zdarzyło , że zacznę być niemiła , czepialska  i wredna oraz będę pluła  jadem z ekranu Waszych urządzeń  , to nie miejcie mi tego za złe , bo to nie ja tylko mój permanentny GŁÓD  przejął kontrolę nade mną !!!!

Pozdrawiam R B

Reklamy

16 komentarzy do “Zostałam zdradzona .

  1. Drastyczne diety nikomu nie wyszły na zdrowie, a na pewno nie na humor 🙂
    Głodna być nie musisz, tak jak mówisz jedz często, ale mało. Pikantne przyprawy podkręcają metabolizm.
    Złośliwości wybaczymy, trzymam kciuki 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • Jotko trochę zażartowałam z tym permanentnym głodem , ale mała zmiana w odżywianiu na pewno przyniesie jakieś efekty. Ja w sumie chcę pożegnać około 4~5 kilogramów . Myślę że jak przeprowadze zmasowany atak na swoje cialo czyli jedzenie , ruch i wieksza ilosc spozywanej wody to bedzie ok. Największą zmorą będzie picie wody bo ja z natury mało pije. Ale kciuki proszę trzymać 😉

      Polubienie

  2. Ruda zaraz tam pojadę do Ciebie i skopie Ci dupsko, Ty chcesz żebym zawału dostała? No powiem Ci, że cwana bestia z Ciebie 😉 Ten tytuł, potem przeciąganie i te fotki, że pod dywan i tak dalej. Odetchnęłam przy końcu z ulgą 🙂

    Nie katuj się za mocno, wystarczy ograniczyć to i owo i starać się nie dojadać, a zwłaszcza po 20:00. Wiem, że jasne pieczywo, wszelkie mączne produkty, ziemniaki, no i oczywiście tłuste, słodkie na pewno trzeba wyeliminować, albo przynajmniej w dużym stopniu ograniczyć.

    Swoją drogą, mi by się przydało trochę tych zbędnych kilogramów, ech, szkoda, że tak się nie da, bo bym sobie je od Ciebie wzięła 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • Gabi mówisz i masz :D. Mogę dostarczyć kurierem ;). Odetnę sobie tu i ówdzie i będzie git. A z tych produktów co wymieniłaś jedynie ziemniaczków mi szkoda , bo ja jestem od nich uzależniona 😀
      Ale hola hola na początku przemocą mi zapachniało 😀
      Ale jak najbardziej zapraszam 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s