Nabijani w butelkę .

Nabijani w butelkę .

Lato nieubłaganie się kończy.

Od trzech dni kiedy jadę do pracy świat otulony jest złowieszczą mgłą .

Złowieszczą bo przez to mleko dla własnego bezpieczeństwa musiałam zawiesić poranne spacery do pracy , gdyż do zadupia na którym pracuje cywilizacja jeszcze nie dotarła i o czymś takim jak chodnik dla pieszych nikt nie słyszał .

Zabawne jest jednak to , że dosłownie 20-ścia metrów od mojej firmy stoi tablica z napisem Aleksandrów Łódzki i mamy milenijny przeskok w czasie . Dokładnie za tablicą rozpościera się piękna jezdnia , po obu stronach są nowe chodniki i ścieżki dla rowerów , ławeczki na trasie oraz latarnie .

Na taki luksus mieszkańcy tego rejonu Łodzi chyba będą musieli jeszcze ze 100 lat poczekać . Czytaj dalej

Reklamy

Koniec dobrego .

Koniec dobrego .

Po cudownych 14 dniach pełnego luzu , beztroski , leniuchowania połączonego z odrobiną pracy , ale takiej dla rekreacji , dziesiątek kilometrów zrobionych na rowerze , śniadań na dworze w blaskach słońca i porannej rosy zbliżam się do końca urlopu .Ten urlop był zupełnie inny od urlopów które spędzałam przez ostatnie 7 lat , a dlatego że od pierwszego dnia do ostatniego spędziłam go dokładnie tak jak chciałam .

W tym roku urlopuję już 4 raz , ale tylko ten czas w pełni poświęciłam sobie . Niby normalna rzecz powie wielu z Was , ale niekoniecznie . Urlop w lutym na Wyspach Kanaryjskich był wspaniały aniżeli chodzi o walory krajobrazowe , kulturowe i emocjonalne natomiast był bardzo wyczerpujący fizycznie . Nieplanowany tydzień wolnego w czerwcu spędziłam na prawie świątecznych porządkach i spotkaniu towarzyskim . Lipcowy urlop to wypad na północ  Polski , zwiedzanie Malborka , Sztutowa , Kwidzynia i odwiedziny morza .Wyjazd odbywał się w bardzo upalnym czasie przez co kilkudniowa wycieczka nieźle dała nam w kość . I nareszcie nastąpił sierpień gdzie jedyny plan to wyjechać na dwa tygodnie na działkę czego nie robiłam od 7 lat , czyli od śmierci Mamy . Działka to było oczko w głowie mojej rodzicielki , dlatego dłuższe przebywanie tam po jej śmierci było dla mnie psychiczną torturą . Jednak w tym roku potrzebowałam takiego miejsca gdzie zupełnie na luzie naładuję swoje akumulatory . Co prawda w planie był wyskok na kilka dni do Czech i zwiedzanie tego pięknego kraju , jednak upały które i tam szalały przeważyły szalę aby w wiejskich klimatach spędzić ten letni czas. I powiem Wam , że nie żałuję ani minuty spędzonej właśnie tu . Uwielbiam poranki kiedy : Czytaj dalej

Gran Canaria cz. 5 – Cenobio Valeron , Agaete , Pico de Las Nieves , Fataga.

Gran Canaria cz. 5 – Cenobio Valeron , Agaete , Pico de Las Nieves , Fataga.

Trzeci dzień naszego pobytu był najbardziej wyczerpujący zarówno fizycznie jak i psychicznie . Z powodzeniem mogę też dodać , że był to zarazem najniebezpieczniejszy dzień na Kanarach ( tak przynajmniej odczułam to ja i młodzież ) .

Ale od początku . Zwiedzając dzień wcześniej krater Pico Bandama spotkaliśmy rodzinę Polaków mieszkającą na stałe w Szwecji . O słowa do słowa i rodacy polecili nam miejsce o którym nie wyczytałam w żadnym przewodniku planując zwiedzanie wyspy , a mianowicie o grotach/jaskiniach Cenobio Valeron . Te groty tudzież jaskinie jak nazwali je nasi rodacy to w rzeczywistości nic innego jak ogromne spichlerze w których pradawni mieszkańcy Wysp Kanaryjskich używali do przechowywania zboża , będącego podstawą ich diety. Spichlerz składał się z ponad 300-stu silosów wykutych w miękkiej skale , połączonych ze sobą na różnych poziomach . Jest to kunsztowne dzieło prehistorycznej inżynierii tym bardziej , że umiejscowione wysoko w górach .

Czytaj dalej

Za każdą cenę .

Za każdą cenę .

Jakieś dwa tygodnie temu robiąc porządki w laptopie i na dysku zewnętrznym postanowiłam całą muzykę którą przez lata zbierałam , przegrać na kartę micro i wrzucić w odtwarzacz mp3 . Muzykę miałam uporządkowaną bo podzieloną na polską , zagraniczną , instrumentalną , elektroniczną  i poważną . Oczywiście była także posegregowana w/g wykonawców . Kiedy wrzuciłam ją w moją mp3 irytowało mnie właśnie to moje uporządkowanie . Czytaj dalej

Armagedon po łódzku – aktualizacja .

Armagedon po łódzku – aktualozacja .

4.45 – obudziłam się.

Wstałam i podeszłam otworzyć balkon aby wpuścić poranny chłód do mieszkania.

Wyszłam na niego i wciągnęłam w płuca rześkie powietrze.

Spojrzałam na niebo , a tam już słonko malowało je na różowo. Z pobliskiego drzewa  słychać było małą awanturkę , bo pisklęta zaczęły dopominać się o śniadanie.

Upajając się sielskim widokiem wróciłam do łóżka.

Czytaj dalej