Matka , jest tylko jedna ;) .

Matka , jest tylko jedna 😉 .

Rano składałam życzenia wszystkim Mamom z okazji ich święta .

I kiedy już opublikowałam wpis to przypomniał mi się pewien dowcip trochę tematycznie związany z dzisiejszym dniem 😉 .

Dowcip jest pewno stary jak świat , ale mnie zawsze rozbawia .

Oto on : Czytaj dalej

Reklamy

Małe zielone oko raduje , ale (nie) smakuje …..:(

Wczoraj wyprawiałam zaległe imieniny. Mała obsuwa w czasie była spowodowana sesją córki. Rodzinnie ustaliliśmy , że omskniemy  się z imprezą o tydzień po to aby dziecina mogła spokojnie wykazać się wiedzą na egzaminach . Jak na razie zastrzeżeń nie mam bo na trzy egzaminy z dwóch wyniki już ma. Piątka i czwórka całkowicie mnie satysfakcjonują. Na wynik piątkowego egzaminu przyjdzie nam poczekać do środy , ale Mała powiedziała , że trafiła z pytaniami to strachu nie ma :-).
Tak więc ze spokojną już głową mogłyśmy od piątku oddawać się zabawom kulinarnym. Tradycyjnie postanowiłam zrobić potrawy których jeszcze nigdy nie robiłam. Oprócz obowiązkowych nóżek drobiowo- wołowych , śledzi na trzy sposoby , sałatek warzywnych i wędlin pojawiły się moje , nowe , trzy kulinarne dania.
Pierwsze to krokiety w dwóch wersjach : z kapustą i grzybami , oraz dla smakoszy z pieczarkami z serem podane z czerwonym barszczem.
Druga to zapiekana faszerowana papryka .
Paprykę w tej postaci zrobiłam po raz pierwszy bo jak krążą wieści to danie jest bardzo smaczne. Sama mam do tej pozycji w menu mało kulinarny stosunek bo ja papryki nie jadam w takiej postaci , ale dlaczego nie uraczyć tym gości którzy wiem za taką papryką przepadają ;-).                    Kiedy już ją podałam , dziobnęłam tego „rarytasu”od męża i zdziwiona stwierdziłam , że to nawet da się zjeść :). Co prawda intensywny smak papryki trochę mi przeszkadzał , ale farsz w papryce był przepyszny. Może jak zrobię ją jeszcze kilka razy , bo już mi córka zapowiedziała , że chce to częściej to może jakoś przełamę moją smakową niechęć 😉 
                      Ostatnia potrawa to deser czyli torcik w kształcie żółwia. Przepis znalazłam na necie i oczarował mnie wyglądem .

Postanowiłam zrobić to ciacho na imprezkę . Tak miał wyglądać nasz  bohater – zdjęcie zapożyczone od osoby która ten torcik polecała.  Torcik w zasadzie prosty w  produkcji choć dosyć pracochłonny – biszkopt , warstwa budyniowego kremu , warstwa bitej śmietany i dekoracja z kiwi.
Czytaj dalej

Nikt nie lubi , wszyscy znają.

Nikt nie lubi , wszyscy znają.

Dla pilnych obserwatorów mojego bloga nie będzie tajemnicą , że minioną sobotę spędziłam na baletach 😉 .

I po raz kolejny się przekonałam , że czym bardziej czegoś  nie chcę lub nie mam na coś ochoty to całkiem fajnie takie wydarzenie mija.

Tak też było i w tym wypadku . Jechałam na tą balangę z lekka marsową miną , nieco jeszcze obolała po czwartkowej resekcji zęba z założeniem , że o godzinie 22-giej będę grzecznie leżeć w łóżeczku .

Plany jednak uległy zmianie. Grzałam łóżko dopiero po godzinie 2-giej w nocy kiedy to zawitałam pod rodzinną strzechę . Czytaj dalej

Kobieta pracująca czyli sobotnie zabawy z chromem .

Przed nami pierwszy weekend listopada , a nasze galerie handlowe już dostały małpiego rozumu i zachowują się tak jakby za moment miały być święta Bożego Narodzenia.

Z tym , że po Wszystkich Świętych sklepy zaczynają robić inwazję na portfele klientów już się jakoś przyzwyczaiłam .

Że coraz więcej sklepów przywdziewa bożonarodzeniowe szaty też .

Ale żeby przed Wszystkimi Świętymi już zapraszano nas na zakupy w  świątecznej scenerii , tego jakoś ogarnąć nie potrafię .

Ale o co kaman ? Czytaj dalej