Ciekawe czy wiedzieliście – Boże Narodzenie .

Ciekawe czy wiedzieliście – Boże Narodzenie .

Już za 10 dni powitamy najpiękniejsze dni w roku czyli Wigilię i Boże Narodzenie .

W przypadku tych świąt nie ma rozłamu wśród Polaków – bo jak Polska długa i szeroka wszyscy czekają na te magiczne dni . Czekają mali i duzi , czekają Panie i Panowie . No może tylko nie czekają karpie , ale w imię wyższej konieczności są gotowe się poświęcić aby w najpiękniejszy wieczór w roku wylądować na pięknie udekorowanym stole 😉 . Czytaj dalej

Reklamy

Ruda gwiazdorzy na SOR-ze – cz. 2

Ruda gwiazdorzy na SOR-ze – cz. 2

Kiedy przeniosłam się z mojego pojazdu na łózko , zaczęło się istnie szaleństwo wokół mojej osoby . Jeden lekarz stażysta podłączał mnie do monitora , inny zakładał rękawek do pomiaru ciśnienia , kolejny podtykał mi pod nos maskę tlenową co bym sobie pooddychała górskim powietrzem ;).  Kiedy ten rwetes w końcu się skończył jedna z lekarek objaśniła mi co właśnie ze mną zrobili i po co mi te wszystkie kabelki . Jako nowicjuszka na SOR-ze łykałam wiedzę jak głodna kura ziarno 😀 . Czytaj dalej

Ruda gwiazdorzy na SOR-ze – cz. 1

Ruda gwiazdorzy na SOR*-ze –  cz. 1

*SOR – Szpitalny Oddział Ratunkowy .

Że życie płata figle i pisze swój własny , egoistyczny scenariusz to wie każdy z nas. Często to co my planujemy nijak się ma do tego jak on postanowił rozdać karty. I właśnie mnie wczoraj nieźle namieszał w planach .

No ale od początku.

Jak pisałam Wam niedawno za dwa miesiące z groszkiem wybieram się na Wyspy Kanaryjskie. Ponieważ podróż odbędzie się samolotem , moje wrodzone tchórzostwo już się wykluło stawiając moje nerwy w stan najwyższej gotowości jednocześnie doprowadzając moje serducho do fiksacji 😉 . No dobra trochę przesadzam , ale prawdę mówiąc wolę nie myśleć jak będą funkcjonować ( nerwy + serce ) bliżej wyjazdu 😉 . Aby więc przygotować się do tego wydarzenia w czasie wolnego które zapuka do mnie już od poniedziałku postanowiłam pójść do lekarza pogadać o tym jak sobie poradzić ze stresem i co ewentualnie łykać aby troszkę oszukać organizm 😉 . No i właśnie plany planami , a życie powędrowało własną drogą .

Od bardzo wielu lat borykam się z dolegliwością którą do wczoraj nazywałam arytmią serca . Moja arytmia to niekontrolowane napady bardzo szybkiego bicia serca , takie kołatanie. Ataki nie są ani miłe ani przyjemne i co najgorsze często pojawiają się kiedy kompletnie się ich nie spodziewam . Czasami trwają parę sekund , innym razem parę lub paręnaście minut , ale zdarzają się też i takie które trzymają mnie w swoich szponach nawet parę godzin. Te są najgorsze bo jestem po nich bardzo osłabiona i zmęczona. Kilka razy byłam z tym u lekarza , ale nigdy nic konkretnego nie wyszło w diagnostyce. I tak sobie żyłam z moim szalejącym sercem od ataku do ataku. Na szczęście takie ekscesy pojawiały się tylko kilka razy w roku więc szło przeżyć. W środę jednak moje serducho postanowiło zrobić mi psikusa i zaczęło wariować koło 18-tej.  Podświadomie czując że tak szybko nie odpuści wygodnie sobie usiadłam czekając aż się wyszaleje. Jednak mijały godziny jedna po drugiej i nic. W końcu się położyłam z nadzieją że i ono pójdzie lulu. Koło 23 zaczęłam rozpatrywać opcję wezwania pogotowia ale co o tym pomyślałam mój organ tchórzył i trochę się uspokajał . Arytmia jednak nie ustępowała . Koło 1 w nocy nareszcie udało mi się zasnąć. Moja drzemka jednak trwała tylko dwie godziny . Obudził mnie paskudny sen , walenie serca jakiego chyba jeszcze nigdy nie miałam i  hektolitry potu które mnie prawie utopiły .

-Ula la nie jest dobrze – pomyślałam. Zaczęłam rozważać myśl czy wezwać pogotowie czy od razu Skrzydlewską . Padło jednak na pogotowie . Kiedy już miałam wystukać numerek na klawiaturze znowu serduszko się przyczaiło . W ten sposób bawiliśmy się w kotka i myszkę do rana . Rano zdziwiona rodzina zapytała dlaczego jestem w domu. Powiedziałam że trochę serduszko wariuje i postanowiłam nie iść do pracy tylko udać się do doktorka . Mój plan by się powiódł gdyby Mała nie zapytała od kiedy mam napad. Kiedy powiedziałam że od dnia poprzedniego , spojrzała na mnie jak na wariatkę i powiedziała :

–  Matka czy ty normalna jesteś ??? 13-sta godzina arytmii !!! Masz 15 minut i masz być gotowa do wyjścia. Jedziemy do szpitala .

W jej ustach słowo Matka nie jest normalne i oznacza zero sprzeciwu , więc grzecznie poszłam się ogarnąć .

W tym czasie Mała obdzwoniła szpital , naszykowała się do wyjścia i ze wzrokiem kapo czekała na mnie aż założę buty i wyjdziemy. Ponieważ obstawiałam , że lekarza nie uniknę , kiedy serducho trochę odpuściło wzięłam w nocy szybki prysznic więc byłam gotowa na małe tête-à-tête z jakimś doktorkiem 😉 . Do szpitala dojechałyśmy w parę chwil bo szpital mam naprzeciwko ulicy na której mieszkam. Tam grzecznie dowiedziałyśmy się że muszę się zameldować we właściwym „ogonku” na izbie przyjęć. Moje dziecię stwierdziło że jestem pilnym przypadkiem ( wtedy już naprawdę się tak czułam ) więc jako jedyne podeszłyśmy do tego okienka . Tam szybko wypełniłyśmy potrzebne dokumenty – w zasadzie to ona wszystko wypełniła , bo ja trzęsłam się jakbym miała Parkinsona tak serduszko szalało – po czym usiadłam w korytarzu w oczekiwaniu na wezwanie do gabinetu. Po 5 minutach zostałam przyjęta. Na początek w obroty wzięła mnie pielęgniarka która próbowała zmierzyć mi ciśnienie . Było to nie lada wyzwanie bo urządzenie pod które mnie podłączyła zastrajkowało i nie chciało wejść ze mną w fizyczny kontakt 🙂 . Zresztą dla mnie to nie nowość , bo w domu zawsze w czasie ataku mój ciśnieniomierz z uporem maniaka też wyświetla napis „Error”  . Uparta piguła jednak nie odpuszczała . Przy trzecim podejściu urządzonko w końcu zarejestrowało pomiar . Ciśnienie było w normie 111/74 ale tętno pokazało śliczny wynik 192 ( norma to 70 )  . Po ciśnieniu przyszła pora na EKG . I znowu sytuacja się powtórzyła. Za nic moje serce nie chciało dać się „szpiegować” maszynie. Po kolejnych próbach w końcu na pasku wypluwanym przez EKG pojawiły się wyczekiwane górki i dolinki 😉 . Kiedy wynik zobaczyła pielęgniarka wprost powiedziała mi że chyba dziś to ja od nich nie wyjdę. Trochę się zmartwiłam , ale zaraz mi się poprawiło bo nie wiem skąd ale nagle włączył mi się optymizm . Po chwili przyszedł doktor który wypytał mnie o wszystko co się dało , zbadał mnie , zobaczył wyniki tarczycy  , stwierdził że moja tarczyca zmieniła jednostkę chorobową i z niedoczynności przeszła w nadczynność. W tym upatrywał szaleństwa mojego serca . Po badaniu pobrano mi wiaderko krwi , przyszedł jeszcze inny lekarz i kazał mi dmuchać w strzykawkę ( próba Valsalvy ) aby się maksymalnie napiąć i zmusić serce do właściwego rytmu . Jednak trzy próby się nie powiodły bo serce nadal skakało w rytmie cha cha . Teraz już z kompletem informacji o moich szalejącym sercu zapadła decyzja – Na cito na SOR.

Zanim jednak tam się pojawiłam musiałam poczekać na prywatny pojazd i szofera , gdyż dosłałam zakaz używania swoich nóg. Kiedy podstawiono „limuzynę” ( wózek ) , wygodnie się tam umościłam. Do szczęścia brakowało mi tylko drinka z parasolką 😉 . Kiedy dojechałam na SOR czekało mnie iście celebryckie przyjęcie . W drzwiach SOR-u na mój przyjazd czekało 3 lekarzy i 5 stażystów . Wszyscy odprowadzili mnie do mojego nowego „zasłonkowego pokoju ” . Po chwili liczba moich „fanów” uległa zmianie i wzrosła chyba do 13 osób . Kiedy wszyscy się już wokoło mnie zebrali zaczęła się zabawa.

Ale o tym już w kolejnym wpisie .

Pozdrawiam Ruda

Chyba się usunę .

Chyba się usunę .

Podobno kto nie ma Facebooka ten nie istnieje. Idąc tym tokiem myślenia kilka lat temu dałam się namówić i założyłam tam profil . Przez jakiś czasu odnajdywałam znajomych lub sama byłam odnajdywana . Obecnie mogę powiedzieć , że mam stałe grono znajomych bo z zasady obcych na swój profil nie wpuszczam . Nie mam na fejsie setek znajomych jak inni , ale osoby które tam figurują są wszystkie przeze mnie osobiście znane . Wyjątek stanowią tylko dwie osoby które poznałam tu na blogu.

Czytaj dalej